sobota, 29 grudnia 2012

lenistwo

Lenistwo, słodkie lenistwo...
Choinka się postarała i znalazłam pod nią książkę...cudny prezent
Okres świąteczny pozwolił mi na "grzebanie w necie" i oczywiście wygrzebałam, znalazłam świetne blogi "zapaleńców językowych". Przypomniałam sobie, że ja też tak chcę (kiedyś miałam świra na punkcie uczenia się języków obcych) potem zwyczajnie wszystko poszło w kąt. Więc mam teraz nowe zajęcie, fajne.
Wynalazłam również bransoletki makramowe o jakie to ładne, więc pasmanteria, zakupy i tyle..., bo niestety było świetne światło i mogłam wreszcie wyszywać moja kobietę...(jestem ślepa jak kret)
a to moje zakupy...
sznurek woskowany i koraliki. Będę się musiała pomęczyć nad tym, bardzo mi się takie bransoletki podobają, dziewczyny na blogach mają świetne pomysły.
Przypomniałam sobie, że kiedyś zaczęłam robić korale z sutaszu ...
trzeba będzie dokończyć.
Wieczorami nadrabiam zaległości w krzyżykach ...
Miałam dzisiaj jeszcze filcować, ale zabrakło mi czasu....jak to się stało?
Języki pochłaniają jednak sporo czasu, wykorzystuję jeszcze czas przed zaśnięciem i słucham nagrań z j. angielskiego lub niemieckiego, na rosyjski poświęcam ok. 1 godziny w ciągu dnia (masę rzeczy jednak zapomniałam). Ostatnio miałam wstąpić do antykwariatu i zakupić książki w oryginale po niemiecku i rosyjsku (coś napisane prostym językiem, żebym mogła zrozumieć, może bajki, no i oczywiście zapomniałam) skleroza to podobno nie choroba. Uczenie się języków obcych opóźnia rozwój alzheimera, no i dlatego trzeba się ich uczyć. Polecam wszystkim. Pozdrawiam.






niedziela, 23 grudnia 2012

życzenia

                                 Wszystkim blogowym koleżankom życzę cudownych,
                                 spokojnych, rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia!!!

sobota, 22 grudnia 2012

święta

Przedstawiam moją choinkę, ubierałam sama więc jest na niej chaos



 laski z cynamonu dla zapachu

i oczywiście na czubku musi być aniołek, ten jest wykonany ze słomy.
...a to ostatni zakup aniołkowy.


wtorek, 18 grudnia 2012

zmiany, zmiany...

Wczoraj moje obrazy wreszcie zawisły. Czekały, czekały i się doczekały... Bardzo miły i zdolny mąż mojej przyjaciółki zmiłował się nad moimi dziełami i zamontował kołeczki w ścianach i oto efekty.
 do kolekcji mam jeszcze dwa obrazki czekające na oprawę...
są jeszcze obrazy w moim pokoju, niestety tłem dla nich jest tapeta w kwiaty i wygląda to średnio ładnie, jak tylko zmienię tapetę i zawieszę więcej odpowiednich obrazów to zaraz się pochwalę. W pokoju mamy na ścianie z kwiatami powiesimy jeszcze bratki i domek w kwiatach, będzie ładnie. 
Skończyłam również wyszywać aniołka...

i mam teraz komplecik...
I oczywiście wczoraj filcowałam, co ja się z tym "namęczę zanim świętą zostanę", masakra. Filcowałam mitenki. Początki jak zawsze wspaniałe...

tak się zastanawiam, może ja mam jakąś złą czesankę do tego filcowania?
moczenie i masowanie..
a oto efekty...




wyszły za duże i kłapciate niestety, następnym razem będzie lepiej, chyba...
Nie potrafię wyczuć o ile skurczy się ta wełna. Wydaje mi się też, że powinnam dłużej to miętosić, same problemy.


sobota, 15 grudnia 2012

wiadomości...

Tak jak obiecywałam przedstawiam efekty (te lepsze) mojego filcowania...
z moich niebieskich kulek powstało takie "cuś" (a co się namęczyłam z nawlekaniem)
 z tych kulek też zrobię korale, tylko muszę dorobić kilka w innym kolorze...
a to moje ostatnie zakupy...

no materiał jest, teraz żeby tylko weszło mi coś sensownego. Jako prezent pod choinkę kupiłam sobie książkę "Magia filcowania: torebki" już się nie mogę doczekać kiedy listonosz ją przyniesie. 
Jako maniaczka haftowania zaczęłam oczywiście nowy obraz. Dokonałam zakupu kanwy DMC 18 ct (drobna) i tworzę "dzieło". Będzie śliczna twarz kobiety (takie są plany). Wzór zrobiony w programie Haftix ma 30 stron.

w chwili obecnej mam tyle. Obraz ma wymiary 250x353 krzyżyków, więc czeka mnie masę wyszywania (jakieś 6mieś).
teraz prezentacja aniołka...

A teraz przedstawię wam książkę która działa jak "cebula podczas krojenia"...
czyta się ją "szybciochem", ale niestety ryczałam jak bóbr (może jestem zbyt wrażliwa). Bardzo życiowa książka.
Ta natomiast książka obeszła się bez płaczu, bardzo przyjemnie się ją czytało, jest jeden minus, nie można przerywać czytania (tak wciąga). Więc lepiej obstawić się kawą i słodyczami, żeby się nie rozpraszać.

A ta książka będzie czytana od jutra jak sądzę, bo już się nie mogę doczekać...podobno jest fajna.
Wszystkie książki Kalicińskiej czyta się z przyjemnością, zarówno trzy części "Rozlewiska" jak i jej nowe tytuły. Tak jak nie potrafię ominąć żadnej książki K. Grocholi (czytałam je nawet po kilka razy) tak książki M. Kalicińskiej wciągają nieludzko. I powiem wam, nie ma nic przyjemniejszego niż zapach książek, szelest kartek i prezent książkowy na każdą okazję. Jestem chyba "starej daty" z tym zamiłowaniem do papieru...a to takie mało ekologiczne w dzisiejszych czasach. Wszyscy kochają e-booki (nie wiem czy dobrze napisałam) a ja muszę mieć wielką "knigę" i wtedy dopiero jest fajnie. A teraz zmykam do sprzątania, przyziemne ale konieczne, muszę "odgruzować" pokój, bo gdzie postawię moją cudną choinkę.


wtorek, 11 grudnia 2012

idą święta...

Zagubiłam się na dobre. Trochę zaniedbałam bloga, ale nie zmarnowałam czasu. Dokończyłam bratki dla Mamy...

aby tradycji stało się zadość, zaczęłam wyszywać nowy obrazek. Oczywiście jest to "szybki aniołek"
pracowałam też nad kobietą
do Barbary poszłam z pięknie przystrojonym prezentem...
siostra tworzy też stroiki świąteczne...
przepraszam, że stoi na stosie papierzysk, ale to "poprawia" się moja praca magisterska


a dzisiaj filcowałam, ale efekty mozolnej pracy przedstawię jutro.

sobota, 1 grudnia 2012

jaka jestem zdolna

O, a kulki dałam radę zrobić. To jedyne co mi wyszło w całym filcowaniu, to chyba na osłodę wszystkich porażek...



oto efekt mojej ciężkiej pracy i może od tego trzeba było wszystko zacząć. Ale kulki śliczne, włochate, cierpliwości wystarczyło mi na 6 takich. Mało, ale resztę dorobię, łapki mam nieprzyzwyczajone do takiego machania.
Moje krzyżyki w porównaniu z tym, to prawdziwy relaks.
Już myślę o warsztatach. Teraz będę trenowała wytrwale, a po praktyczną wiedzę udam się jednak do specjalisty.

piątek, 30 listopada 2012

pokiereszowana

Dziewczyny, ledwo dzisiaj zwlokłam się z łóżka !!! Filcowanie to ciężka robota (jak w kamieniołomie), albo u mnie wystąpił zupełny brak kondycji. Ubrać się nie mogłam, a pośladki to mnie tak bolą jak po 2 godzinach aerobiku (no mam zwyczajne zakwasy). Ale wczoraj zasnęłam jak zabita. Szok.
 Mamusia poradziła mi, żebym sobie inne hobby znalazła, ale ja nie dam za wygraną, muszę się tego nauczyć. Szal wygląda tak sobie wystają z niego jakieś kudełki, nie wiem czy tak powinno być czy nie, jest sztywny. Dzisiaj będę filcowała pokrowiec na telefon, bo to jest mniejsze, a łapki mnie bolą niemiłosiernie.
Właściwie to nie spotkałam się ostatnio z inną ciekawszą techniką, żeby mnie aż tak zainteresowała i pochłonęła.
Jak oglądam torebki ufilcowane przez inne dziewczyny, to aż mnie skręca, też chcę tak umieć, niestety baaaardzo daleko mi do takich wyczynów. Pozdrawiam serdecznie.

tak wygląda mój szal w świetle dziennym... no szału nie ma.
A teraz zaprezentuję moje dzisiejsze dzieło, czyli zamiast etui wyszła kiszka...

 to jest widok przodu

a to tył. Wiem widok koszmarny, ale chyba kiedyś będzie lepiej ;)