niedziela, 13 lipca 2014

olaboga

Ostatni wpis 27 kwietnia 2014 r. chyba się zagubiłam w czasoprzestrzeni. Tyle się wydarzyło w tym czasie. Po pierwsze jestem starsza i to jest straszne...oto dowody. Dobrze, że koleżanki się zlitowały i zniwelowały szok...


jako prezent zaliczyłam fantastyczny księżniczkowy kubek i podkładkę....


a na koniec moja ulubiona autorka ...
pozostałe prezenty też były fajne tyle, że bardziej praktyczne...:)
Jakoś tak z wiekiem człowiekowi się robi, że zastanawia się, czy jest w życiu szczęśliwy, ja też zaczęłam o tym myśleć. Trafiłam na ciekawego bloga, polecam...autorka zadaje ciekawe pytania, ma fajne przemyślenia...
http://www.prywatna-rewolucja.pl/
szczególnie polecam wpis "Czy potrafiłabyś być szczęśliwa przez 100 dni?" -  fajne wyzwanie, ja nawet zaczęłam się w to bawić, ale jakoś zabrakło mi koncentracji. Wszyscy pędzimy sami nie wiedząc gdzie a te małe radości gdzieś nam umykają...
taką małą radością był dla mnie wyjazd do ...
i zakup oczywiście najpotrzebniejszej pod słońcem książki...bez której, żyć się nie da...

W czerwcu zaliczyłam delegację, było daleko i dość ciekawie...Bystrzyca Kłodzka, szkoda że moje wyjazdy związane są tylko i wyłącznie z pracą...marzy mi się urlop i wyjazd w nieznane i jak to ktoś ostatnio nazwał "chcę poosiołkować sobie, nie myśleć o niczym" ale to tylko marzenie...



we Wrocławiu znalazłam krasnoludka z walizami..
Tak ten wyjazd można zaliczyć do udanych, poznałam świetnych ludzi i dowiedziałam się ciekawych rzeczy.
Niestety nie mogę pochwalić się wyszytymi obrazami, bo ich nie wyszywam, całkowicie straciłam głowę dla języka włoskiego. Nie potrafię nawet racjonalnie wytłumaczyć mojej fascynacji, tak jest i tyle. Potrafię przesiedzieć nad słówkami, zwrotami i gramatyką cały dzień...zupełnie tracąc poczucie czasu. Przeważnie przesiaduję na http://www.memrise.com/ świetna strona do nauki słówek, a potem słuchanie nagrań, radio, bajki i wszystko co do czytania po włosku. Nie wiem do czego przyda mi się ten język, ale przyciąga jak magnes. Wracając z delegacji w pociągu mężczyzna obok mnie rozmawiał przez telefon w języku włoskim, cieszyłam się jak dziecko kiedy zaczęłam rozmieć poszczególne słowa... i to właśnie była taka mała radość.
W czasie wyjazdu przekonałam się o tym, jak ważna w naszym życiu jest znajomość języków obcych. W hotelu przy śniadaniu miałam okazję słyszeć holendrów (no z tego to nic człowiek nie rozumie..) ale już z niemieckim sobie poradziłam (bardziej przyjazny dla ucha).
Zawsze ciągnęło mnie do języków obcych ale jak to w życiu, zawsze było coś ważniejszego. Teraz postanowiłam robić to co lubię, czyli ślęczę nad książkami i przyswajam wiedzę (to chyba nie jest zbyt normalne jakby się tak człowiek nad tym zastanowił) :) Myślę jednak, że na Świecie jest wielu bardziej zakręconych ludzi...
Co robię jeszcze? Biegam (żeby mnie ktoś nie posądził o zdrowy tryb życia) tam, gdzie są książki ... kolejne wariactwo...
i zawsze wracam z czymś nowym...
Już chyba na koniec moich wynurzeń Mistrzostwa Świata Brazylia 2014. Dzisiaj ostatni mecz oczywiście Niemcy wygrają...podobnie jak wczoraj Holandia... widziałam prawie wszystkie mecze (utrudnienia były w czasie delegacji w hotelu telewizor był takich rozmiarów, że nie mogłam na ekranie rozpoznać Mesuta Ozila ...to był koszmar)
Jak mi się jeszcze coś ciekawego przypomni, postaram się obwieścić to całemu Światu..:)
A teraz życzę miłego niedzielnego leniuchowania...

4 komentarze:

  1. ....leniuchowania mowisz...niestety wolny dzień dopiro we wrzesniu moze kilka dni...teraz wakacyjna :jazda",pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. To wszystkiego dobrego z okazji urodzin życzę :)))
    Kubek księżniczki jest rewelacyjny :))
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wszystkiego najlepszego! Ja też w tym roku zdmuchiwałam takie świeczki:)
    Kubek - rewelacja!

    OdpowiedzUsuń
  4. Hhahaha świetny pomysł ze świeczkami :) Wszystkiego najlepszego! :)

    OdpowiedzUsuń